Do czego nie mogę przyzwyczaić się w Irlandii

 

Wpis znajduję się na nowym adresie bloga:


http://mycarlow.pl/do-czego-nie-moge-przyzwyczaic-sie-w-irlandii/

The following two tabs change content below.
Mycarlow.blog.pl powstał w drugim miesiącu mojego pobytu w Irlandii, a dokładnie 18 marca 2014 roku. Jest moją pamiątką z pobytu oraz przewodnikiem po Hrabstwie Carlow. Na blogu możecie wspólnie ze mną poznawać Irlandię, opisuję życie, kulturę, kuchnię, tradycje, atrakcje turystyczne, święta i wydarzenia.

76 przemyśleń na temat “Do czego nie mogę przyzwyczaić się w Irlandii”

  1. To sa dokladnie te same rzeczy, ktore moglabym napisac o Wielkiej Brytanii! Nie znosze tego chleba tostowego i w chleb zaopatruje sie w sklepie polskim albo we wloskiej piekarni. Te nieszczesne krany i okna – zmora :D

    Nie slyszlam o Klubie Polki i zajrzalam na strone internetowa i przepadlam – mnostwo ciekawostek.

    1. Klub jest super może się przyłączysz do Nas :)

  2. ~Monika pisze:

    Do okien się przyzwyczaiłam, choć umycie ich łączy się z niezłą gimnastyką. Otwarcie na zewnątrz jest wygodne w kraju, w którym w każdej chwili może zacząć padać, a ty zostawiłaś otwarte okna- przynajmniej deszcz nie zalewa mieszkania. W pozostałych punktach- mam takie same wrażenia :) A poza tym uwielbiam Irlandię i Irlandczyków, więc mogę przymknąć oko na te drobne niedogodności. Pozdrawiam!

    1. Dokładnie, to są drobne niedogodności, do których pewnie kiedyś się przyzwyczaję, jak pomieszkam kilka lat :)

  3. ~Marek pisze:

    To wszystko to didaskalia. Co mnie najbardziej przeszkadza? Fakt, że Irlandia to nie Polska:) Tylko tyle.

  4. ~MamaFit pisze:

    Świetny wpis :) Te krany :) W Stanach też brakowało mi dobrego normalnego polskiego jedzenia i soczystych owoców, przeszkadzał klimat i odległości. Ale jak tak pomyśleć to jednak w Polsce lista rzeczy, które mogą przeszkadzać byłaby chyba długa. Obcokrajowcom musi być u nas trudno… Pozdrawiam! Hania

    1. Krany są zdecydowanie najgorsze ;)

  5. O-ja! Super wpis! Trochę się można podbudować, że w niektórych kwestiach jesteśmy trochę do przodu ;)

    Z tym jednowarstwowym budownictwem to się domyślałam, że tak to może wyglądać, z kolei na dwa krany uskarżają się chyba wszyscy Polacy. Ciekawe są też te okna – przy naszych wichurach wątpię, czy by wytrzymały ;) Albo jak sobie człowiek uchyli, a tu mu wiadro wody naleci do środka ;) Dziwny pomysł ;)

    Z kolei w kwestii komunikacji miejskiej, to przecież u nas często jest podobnie – mamy przystanki „na żądanie”, a w Gdańsku chyba wszystkie „nocne” jeżdżą właśnie według tej zasady – nie naciśniesz, to nie licz na zatrzymanie się pojazdu :)

    1. W kwestii budowy domów na pewno :) a w tym roku zapowiadają zimę stulecia więc ciekawa jestem jak to będzie.

      1. ~Anonim pisze:

        Zime stulecia zapowiadaja co rok. :D

        1. Kiedyś w końcu przyjdzie :)

  6. ~Martyna pisze:

    Świetny post :) W Irlandii co prawda jeszcze nie byłam, ale miałam okazję zwiedzać UK, więc kilka z wymienionych punktów pokrywa się z tym, co tam zastałam. Jednak chipsy o smaku octu mnie lekko przerażają ;)

  7. W tym roku odwiedziłam Irlandię ( Limerick) i po prostu uwielbiam ten kraj. Żadna z rzeczy które wymieniłaś mnie nie odrzuca. Z dwoma kranami dałam sobię radę, trzeba trochę pomanewrować, żeby woda leciała odpowiednia. Na pogodę trafiłam genialną, przez 10 dni, w jeden dzień padało przez godzine. Czipsy octowe – genialne, a bawarkę uwielbiam. To chyba idealne miejsce dla mnie ;)

    1. Dla mnie też żadna z tych rzeczy nie jest powodem dla którego chciałabym Irlandię opuścić. Każdy kraj ma swoje plusy i minusy. Z pogodą miałaś szczęście bo tegoroczne lato było w Irlandii wyjątkowo chłodne, może niezbyt deszczowe ale chłodne.

  8. ~ewel pisze:

    Witam, bardzo fajnie opisane:)ja też przyjechałam do Irl w lutym 2014 w dodatku w 7 miesiacu ciąży, więc mogłabym jeszcze coś dopisać o tutejszej służbie zdrowia. Zgadzam się z autorką we wszystkim a stronę zapisuję do zakładek:)

    1. Witaj, Ja akurat ze służbą zdrowia jeszcze nie miałam do czynienia – dziwne bo odkąd mieszkam w Irlandii w ogóle nie choruję. Miło mi że strona – blog się podoba :)

  9. ~Ewa pisze:

    Tych dwóch kranów nigdy nie pojmę :)

  10. ~Kamil pisze:

    Do Tullow jeżdżą autobusy, tyle że 2 razy dziennie. Nie trzeba jechać przez Dublin

    1. O to świetna informacja, proszę o więcej szczegółów. Ja wiem, że tylko są autobusy J.J.Kavanaght i Bus Eireann, które z Carlow do Tullow jeżdżą przez Dublin albo przez Tallaght i podróż trwa ponad 3 godziny.

      1. ~Kamil pisze:

        Nie jestem pewien, ale jeździłem bodajże z JJ Kavanagh.

  11. ~Aleksandra pisze:

    Te same niewygodne krany doswiadczyłam w Anglii, no i te chipsy octowe – też zdarzyo mi się próbować w Anglii – wyjątkowo paskudne były. Chleb sodowy piekłam ze dwa razy na dzień sw. Patryka. Upieczony z przepisu, który mialam był ok ale nie jadłabym go codziennie. Przynajmniej macie polskie sklepy, których nie ma tu gdzie mieszkam. Wszystkiego dobrego :)

    1. Tak, w Carlow jest na szczęście kilka polskich sklepów: Polonez, Polska Chata :)

  12. ~Ula Rożnowa pisze:

    Ciekawy tekst. Sama nie wiem co przeszkadzałoby mi najbardziej. Próbowałam nawet to sobie wyobrazić :) Może brak rynku, takiego jak mam u siebie, ze świeżymi warzywami i owocami od rolników. I zimne domy :)

    1. Zapowiadają zimę stulecia więc ciekawe jak to będzie :) w zeszłą zimę były takie dni że miałam wrażenie po powrocie do domu, że w domu jest zimniej niż na zewnątrz :) Plusem jest że większość domów w Irlandii ma kominki.

  13. Mam kuzynkę w Irlandii, sama byłam na stażu językowym wiele lat temu… Chyba podpisałbym sie pod wiekszością tych punktów i dodała jeszcze jeden dla mńie ważny… Kuchnia! Irlandzka kuchnia jest ble … Jak dla mnie….

    1. Jak do tej pory z tradycyjnej kuchni irlandzkiej jadłam irlandzki gulasz, colcannon, irlandzkie śniadanie, rybę z frytkami i tak średnio za tym przepadam.

  14. ~haoxx pisze:

    Zazdroszczę mimo tych niedogodności zycia tam. Oby i mi udało się wyjechać. Ale najpierw nauczyć języka.

  15. ~Kaśka pisze:

    Ciekawych rzeczy się dowiedziałam. Ja sama nie wyobrażam sobie, że mogłąbym mieszkać za granica. jakos mnie to przeraza wszystko. Dwa krany bylyby dla mnie chyba nie do przeskoczenia :D i machanie do autobusu :D z moim wzrostem bałabym sie, ze mnie przeoczy kierowca :) bardzo ciekawy wpis! :)

  16. ~K pisze:

    Ciekawe :) da sie wyczuc, ze mieszka Pani w Irlandii krotko :) z perspektywy osoby mieszkajacej w Dublinie (niestety! Ale ciezko zostawic przyjaciol i ukochane miejsca, wiwc nadal tkwie w stolicy) ponad 10 lat wydaje sie dosc zabawne. Juz dawno przestalam zwracac uwage na takie pierdoly. Mnie z poczatku draznily 2 krany, wilgoc w domu i zupelny brak polskiego jedzenia. Podwojne krany powoli znikaja, ja u siebue nie mam ich juz w zadnej z lazienek a polskich sklepow i hurtowni jest tyle, ze nie musialabym robic zakupow w innych miejscach. Uwielbiam jednak soda bread! :) z czasem to co przeszkadza badz wydaje sie dziwne, stanie sie zwyczajnie czyms normalnym :) Pozdrawiam

    1. Rok i 8 miesięcy :) a w Dublinie byłam do tej pory tylko 3 razy :) na pewno jest tam dużo więcej polskich sklepów i nowocześniejsze budownictwo.

  17. ~Karolina pisze:

    Jeszcze trzeba wspomniec o crips sandwich moj chlopak sie tym zajada bleh bleh

  18. ~Joanna M.P. pisze:

    Mimo swego całego uroku, po Twoim wpisie coraz bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że Irlandia nie mogłaby stać się moim drugim domem. Mam zbyt południową duszę nawet jak na Polskę, a o Irlandii nie wspominając :)

  19. ~mickirl78 pisze:

    Prawie wszystko sie zgadza. Prawie czyli : Lays i Walkers to chyba jednak to samo . Co do twierdzenia ,że otwieranie okien na zewnątrz ,to niby dla bezpieczeństwa,to raczej jakaś ściema. Jak dla mnie oczywiście . Wychodzi na to,że wyspiarze ( UK również) są tacy mądrzy i chyba tylko oni wiedzą,że tak bezpieczniej?! Wydaje mi się, że to jednak ochrona rynku ,producentów tychże okien ;)
    Pozdr

  20. ~aneta pisze:

    A ja mam jedna uwage sklepy w piatek tez sa do 21

    1. Tu jest różnie bo niektóre sklepy są dłużej czynne w czwartek lub w piątek. Napisałam że w czwartek bo jednak czwartek jest tym dniem wypłat :)

  21. ~Ioanna pisze:

    Z kilkoma rzeczami moge sie zgodzic. Ale owoce sezonowe? Chyba za krotko tu jestes. Oczywiscie za sa. W moim malym moasteczku jest kilka „zieleniakow” sprzedajacych miejscowe warzywa i owoce. Oczywiscie na poczatku o nich nie wiedzialam…ale mieszkam tu jus prawie 10 lat. Bawarke lubie, nie zebym za nia przepadala ale nie jest zla. No i w polsce woda z kranu wszedzie nie leci ciepl. Owszem jesli meszkasz w bloku to tak ale w donach kazdy sobie podgrzewa o dziwo tez bojlerem tak jak w irlandii.

    1. W Carlow nie znalazłam jak na razie ani jednego „zieleniaka” który byłby otwarty codziennie. Tylko raz w tygodniu w sobotę takie stoiska pojawiają się na Carlow Farmers Market.

  22. ~MonikaA pisze:

    Świetny wpis! Kilka z tych punktów świetnie pasuje również do Szwecji :) Jak widać ludy północy mają podobne pomysły na życie ;) Pozdrawiam!

  23. ~Tatiana pisze:

    Hehe dobrze napisane! Krany, chleb i chipsy z octem to chyba moje największe faworyty, których nie potrafię zrozumieć nigdy :)

  24. Ciekawe rzeczy piszesz, o wielu nie miałam wcześniej pojęcia :) Chipsy octowe chętnie bym spróbowała, tak z ciekawości. Brak gniazdka w łazience faktycznie musi być uciążliwy, tak jak te okna otwierane na zewnątrz. Najbardziej jednak dziwią mnie te godziny otwarcia sklepów, a szczególnie centra handlowe, które w Polsce można odwiedzić nieraz i po 23 :)

    1. Też byłam przyzwyczajona do tego że mogę sobie spokojnie „pochodzić po sklepach” w galerii handlowej do późnych godzin :)

  25. ~Aga Ko pisze:

    ojej ile podobienstw z Belgia! wilgoc, deszcz, podwojne krany, sklepy otwarte bardzo krotko…. az mi ulzylo, ze to nie tylko Belgia taka dziwna jest :) za to owoco to my mamy tu bez liku, mnostwo warzywniakow i targow przez caly tydzien, pozdrawiam! :) ni i… bawarki nie musze pic;)

  26. ~Ania pisze:

    O! O zimnych domach ostatnio opowiadała mi koleżanka, której partner jest Irlandczykiem i odwiedzają czasem jego rodzinę w Dublinie. Jestem zmarzluchem i nie wyobrażam sobie takich warunków. Pogoda jak to pogoda, w Zurychu podobnie, nigdy nie wiesz czym Cię zaskoczy. W takie dni, kiedy raz słońce raz deszcz, chętnie pijam herbatę z mlekiem nie ukrywam, że chętnie zagryzłabym ją octowym chipsem. Nie żebym za octem przepadała, ale jednak ciekawość silniejsza. Z wynajmem mieszkania i godzinami otwarcia sklepów w Szwajcarii mamy podobnie, jak się zasiedzisz dłużej w pracy to nie ma szans na zakupy ;)

    1. Właśnie te zimne domy były dla mnie szokiem zwłaszcza na początku, też jestem zmarzluchem więc spałam pod ciepłą kołdrą i dwoma kocami, a w dzień dogrzewałam piecykiem elektrycznym. Na pogodę to najbardziej narzekam gdy uda mi się gdzieś pojechać coś pozwiedzać a tu akurat szaro i pochmurno więc zdjęcia wychodzą kiepskie. Co do wynajmu to w Carlow jest bardzo mało ofert w stosunku do liczby chętnych, zwłaszcza ofert tzw. 2 bedrooms, których ja szukam :( na dzień dzisiejszy to właśnie brak ofert jest najgorszy, zastanawiam się nawet nad przeprowadzka do innego hrabstwa, ale co wtedy będzie z blogiem ;)

  27. ~Bozena pisze:

    Mnie tu juz nic nie przeszkadza czuje sie jak u Siebie ;) To prawda jest wiele róznic pomiedzy Polska a Irlandią ale wiekszosc tych odmiennosci jest uzasadniona . Okna otwieraja sie na zew. ale dzis mozna sobie wybrac jakie sie chce . Kontakty w łazienkach są ale w tych ktore mają powierzchnie wieksza niz 2m kwadratowe .
    Z tych odmiennych kontaktow jestem najbardziej zadowolona bo wiem ze moje dzieci sa bezpiczne a jak ktos z Polski zabiera sprzet …. no coz . Pogoda … nie nawidze upałów wiec dla mnie plus ;) Herbate z mlekiem uwielbiam . Sklepy krotko pootwierane ? nie wydaje mi sie …. Wybierajac ten kraj trzeba sie z nim zaprzyjaznic a nie wydziwiac i rozpaczac nad nie wiem czym .

    1. Każdy kraj ma plusy i minusy, powoli się zaprzyjaźniam ;) przeważają plusy. Okna, krany czy kontakty to drobnostki, na pewno można sobie je wymienić jeśli się mieszka we własnym domu a nie wynajmowanym. Też nie cierpię upałów, ale to lato było wyjątkowo chłodne w Irlandii.

  28. Zaskoczyłaś mnie tymi dwoma kranami! Ja bym chyba zwariowała w przypadku posiadania takowych w domu!
    Chipsów octowych próbowałam, ale zdecydowanie nie przypadły mi do gustu.
    „Z tego też powodu pralki umieszczane są w kuchniach lub w pomieszczeniach gospodarczych.” – hahaha, to już teraz wiem jak będe tłumaczyć ludziom to, że mam pralkę w kuchni :D Prawdziwy powód jest taki, że moja łazienka jest po prostu za mała, żeby upchnąć tam jeszcze pralkę :D

  29. Przeczytałam i szczerze, też nie mogłabym się do takich rzeczy przyzwyczaić. Irlandia niby bliższa nam kulturalnie niż kraje poludnia, ale u mnie nie ma osobnych kranów, okien otwieranych na zewnątrz, kiepskiej komunikacji czy braku owoców sezonowych i zakręconej procedury wynajmu mieszkań. Nieprawdopodobne, że do tego, za co to my mamy komuś płacić (wynajem) dostęp jest ograniczony. Bo to tam gdzie nam mają zapłacić (praca) to normalka, że tak jest. Zimne domy to są i u mnie i pod tym względem polskie budownictwo i szczelność domów to porządna klasa i nawet „bogatsze” kraje nam nie dorastają. Podziwiam, że mimo tych niedogodności dajesz sobie radę. Ten facet na kółkach w zaprzegu konnym zamiast autobusu – kojarzę z jakiegoś programu o cyganach irish travelers – to pewnie ktoś z tej społeczności. Pozdrawiam

    1. Nie jest tak źle, jakoś staram się sobie radzić :) Mam nadzieję że kiedyś uda mi się wynająć jakieś ładne i nowocześniejsze mieszkanie. W poprzednim domu mieszkałam właśnie obok tzw travelersów (cała liczna rodzina z piątką dzieci), wszyscy strasznie głośni, dzieci całymi dniami bawiące się na ulicy. Wg mnie travelersi to ludzie wyglądający z zewnątrz na bogatych, mający po kilka drogich samochodów (na kredyt) i wynajmujący duże domy, za które przestają płacić po krótkim czasie i przenoszący się do innego miejsca, gdzie ich nie znają :) Taka była rodzina mieszkająca obok mnie, opuścili dom po jakiś chyba 3 miesiącach, a w domu wszystko zostało poniszczone, widziałam jak landlord z żoną wynosili połamane meble i różne sprzęty, a potem remont w domu. Także travelersi to tacy „nowocześni cyganie”, a pan w zaprzęgu to raczej farmer.

  30. Dla mnie ten wpis jest absolutnym hitem! Uwielbiam takie nowinki o innych krajach i co tu dużo mówić, piekielnie to ciekawe, takie prawdziwe bo sprawdzone przez ciebie na własnej skórze. P.S może zainstalujesz Disqus będzie łatwiej pisać :)

    1. Dziękuję bardzo miło mi to słyszeć :) Ten wpis cieszy się rzeczywiście dużym zainteresowaniem. Co do Disqus`a to musiałabym napisać do administracji Blog.pl i najpierw zapytać czy to w ogóle u nich możliwe. PS uwielbiam twoje porównania typu: „piekielnie to ciekawe” :)

  31. ~Dotee pisze:

    Nie byłam w Irlandii, ale byłam w Anglii i tam najbardziej mi doskwierało, że większość pubów nawet takich bardziej imprezowych czynne było do max. 1 w nocy, a później z buta do domu albo taksówką, bo nocnych autobusów nie było :P Ale Anglicy do tej pory i tak wszyscy zdążyli się już nawalić i ledwo chodzić. Do tego zadziwiający zwyczaj stania na środku parkietu w grupkach i gadania, zamiast tańczyć tak jak by to robili Polacy:) Wiele rzeczy było takich samych jak tu opisujesz, np. upierdliwe krany (chociaż my u siebie na chacie mieliśmy normalny) i okropny chleb. No i pogoda od czapy:) A octowe chipsy to akurat bardzo mi zasmakowały:) Fajny wpis, dobrze mi się czytało i powspominać trochę mogłam!:)

    1. Dziękuję za miły komentarz. Ja z kolei jeszcze nie byłam w Anglii, wiele rzeczy jest podobnych ale wydaje mi się że Irlandia jednak jest bardziej „zacofana” w niektórych aspektach (zwłaszcza w małych miasteczkach). Co wcale nie jest złe bo po prawie 30 latach mieszkania w centrum Warszawy mam tej nowoczesności po prostu dosyć ;) PS co do kranu to nawet jak się wymieni na jeden łączny to i tak woda leci w nim rozdzielnie, na dwie strony i nie da się połączyć ciepłej z zimną (przynajmniej ja tak mam w jednej łazience – niby jest jeden kran ale woda nadal leci rozdzielnie :) )

  32. ~Ania- sąsiadka z Kilkenny pisze:

    Witaj Gosiu, podglądam Twojego Fb, instagrama a teraz bloga:) Podpisałam się na fb jako sąsiadka z Kilkenny. Kiedyś prowadziłam bloga rękodzielniczego w małym domku, później Irish sweet home- teraz odpoczywam, blogi pozamykałam :)
    Gratuluję super bloga! Ten post mnie rozczula bo dotykam tych wszystkich rzeczy o których piszesz. Czipsy i frytki z octem uwielbiam a Wasz Penneys jest lepszy od naszego w Kilkennach :) Pozdrawiam serdecznie. Ania

    1. Witaj Aniu :) Dziękuję za miłe słowa. Ja dopiero się wkręciłam w blogowanie. Pennys to mój ulubiony sklep tutaj (właśnie piszę kolejny wpis o tym gdzie na zakupy można się wybrać w Carlow i tam m.in. będzie o Penneys). W Kilkenny byłam raz i jestem oczarowana, przepiękne miasto wpis o Kilkenny jest moim ulubionym na blogu. Pozdrawiam z deszczowego i wietrznego dzisiaj Carlow.

  33. ~skladowa.net pisze:

    Świetny wpis! Bardzo lubie takie konkretne informacje od ‚Tubylców’ :)

    1. Cieszę się i dziękuję za odwiedziny :)

  34. Wow, ile ciekawych – rzeczy piszesz!!! Nie sądziłam, że tyle dziwactw tam mają :) Nigdy w Irlandii nie byłam – choć mam nadzieję, że odwiedzę ten zielony kraj kiedyś, nawet pomimo tej paskudnej pogody. I chwała polskim sklepom, że je tam macie!!! Inaczej pozostałoby piec chlebek samemu :)

    1. Najlepiej odwiedzić Irlandię między kwietniem a wrześniem – wtedy pogoda jest najlepsza. A otworzyć taki Polski sklep tutaj to idealny biznes :)

  35. ~Agnieszka pisze:

    Jestem pewna, że miałabym problem z tymi samymi rzeczami co Ty :)

  36. ~AniaSM pisze:

    Chipsy o smaku octu, to mnie zaskoczyłaś. Ale chyba najtrudniej byłoby mi się przyzwyczaić do herbaty z mlekiem lub śmietaną. Bardzo fajny wpis!

    1. Nie wiem czy w Polsce są chipsy o smaku octu, ale nie polecam :)

  37. ~Janina pisze:

    Dzień dobry, Koleżanko-Irlandko! Przychodzę z poradą praktyczną – wszyscy wiemy, że na irlandzką pogodę żadne parasole się nie nadają, a po każdym deszczu ulice zamieniają się w istne cmentarzysko parasolek. DO TERAZ! Polecam parasolkę stworzoną specjalnie na takie warunki – nie straszne jej żadne sztormy, testowane przez NASA, testowane przeze mnie :) Zobaczyć można tu: https://www.senz.com/en/

    1. Super! Bardzo dziękuję :)

  38. To ja do kulinarnych przeszkadzajek się odwołam. A herbatę z mlekiem (ale bez cukru!) lubię bardzo, od lat. Octowe chipsy bardzo mi smakują i nie miałabym nic przeciwko temu, by je w PL wprowadzono do sprzedaży. Natomiast soda bread już zdecydowanie mniej mi pasuje. :P
    Co do sezonowych owoców – miałam przyjemność próbować pysznych truskawek i malin z Greensberryfarm.ie – pewnie znasz, ale jeśli nie, to polecam. Mają stanowiska sprzedaży przy drogach (przynajmniej przy trasie z Dublina do Gorey było).
    Odnośnie domów – zimno, zimna woda, brak gniazdek, okna – dla mnie to też byłaby masakra, gdybym musiała się z tym spotykać na co dzień…

    Buziaki i 3maj się tam!
    Wszystkiego dobrego w NR!

  39. Bardzo fajny artykuł! Ta izolacja ścian jest identyczna w Wielkiej Brytanii, zresztą wtyczki też. Krany francuskie. A co do pieczywa, to w krajach anglosaskich jest kompletnie niezjadliwe, co ma swoje dobre strony, bo człowiek przestaje spożywać ;)

  40. ~BashaMyWay pisze:

    Super ciekawa sprawa! HaHa! Stawiałam na pogodę! Wiedziałam, że może przeszkadzać. Ja nie daję sobie rady z północnoniemiecką i chyba się do niej nie przyzwyczaję. Szaro bura i ponura :(

  41. ~Paulina pisze:

    Wow! Nie sądziłam, że aż tyle ciekawostek, a dla Ciebie codziennych utrapień, dowiem się z tego wpisu. Ciekawa ta Irlandia, choć jak widzę ma kilka minusów. Mi chyba najbardziej przeszkadzała by pogoda, w Polsce i tak jest dla mnie za mało słońca, więc co mówić o Irlandii, gdzie tyle pada;)

  42. ~Yogi, Slane pisze:

    A ja bardzo lubie Hovis, grubokrojony :-) niby tostowy a jaki pyszny, zwlaszcza z truskawkowym dzemem bez cukru Follain!. A moze napiszemy tym razem co najbardziej lubimy w Irlandii? :-)Krany, zimne domy, brzydka pogoda to standard i nie ma sie co rozczulac. Pozdrawiam (w Irlandii od 2004).

  43. Bardzo, ale to bardzo ciekawy wpis! Irlandia (sama nie wiem czemu) zawsze wydawała mi się taka odległa i jakoś mnie specjalnie tam nie ciągnie.
    Rozumiem Twoje rozterki, sama przeżyłam to, kiedy wyprowadziłam się do Grecji.Co prawda spędziłam tam tylko 4 miesiące, ale grecki styl życia jest tak inny od naszego i tak absurdalny, że nawet już po powrocie do Polski pewnych rzeczy nie jestem w stanie zrozumieć.
    Życzę Ci, byś bez problemów znalazła kolejne mieszkanie :)

  44. ~Vermilion pisze:

    Okna otwierane na zewnątrz? O maatko, a co jeśli ktoś mieszka naprawdę, naprawdę wysoko? Np. na 10 piętrze? Te okna chyba szokują mnie najbardziej, wygląda to mega dziwacznie hahah i też ciężko byłoby mi się do tego przyzwyczaić. A zimną wodę z kranu i tak wczesne godziny zamykania sklepów to już w ogóle ciężko byłoby mi przeboleć.

    PS: Naprawdę fajny blog! Będę tu wpadać. Udało Ci się mnie zaciekawić Irlandią, chociaż wcześniej nigdy nawet nie przeszło mi przez myśl, żeby się tam kiedyś wybrać :)

    1. Są specjalne firmy które zajmują się myciem takich okien na wyższych piętrach. A w ogóle to w Irlandii nie ma takich wysokich budynków, max 3-4 piętrowe.

  45. ~Arleta pisze:

    dokładnie, ubolewam nad kranem, można się poparzyć :)

  46. Bardzo interesujący tekst! O większości wymienionych przez Ciebie rzeczy nie miałam pojęcia :O A chipsów o smaku octu bardzo chętnie bym spróbowała :D Pozdrawiam!

  47. ~Teresa pisze:

    Witam, Gosiu te uciążliwości o których piszesz to wszystko jest do przezwyciężenia,bo albo musisz zaakceptować,albo przyzwyczaić się.Ja byłam pierwszy raz w Irlandii w 2006 roku w Kilcock z wizytą u syna.Powiem tak mieszkanie było z tych nowo wybudowanych ,ale to co mnie zaskoczyło to wywietrzniki takie zrobione przez ściankę na zewnątrz.Chodzi o to ,że jak spojrzałaś w ten wywietrznik, wchodząc na drabinkę, to widziałaś krajobraz na zewnątrz i to dopiero jest niespodzianka,bo jak tu ogrzać kiedy po chwili robiło się chłodno.A w łazience wiało ci po plecach. Ale poradziliśmy sobie z tym ewenementem. Polskich sklepów nie było nawet w Dublinie,były tylko dwa litewskie i to bardzo daleko od centrum, szliśmy tam chyba ponad 1 godz w jedną stronę . Autobus z Kilcock jechał jeden rano o godz.7.00 i wracał o godz 17.15.Najbliższy porządnie zaopatrzony sklep czyli tesco ok 10 km,a więc bez samochodu ani rusz.Na szczęście syn już miał samochód,a więc robiła spis zakupów i jechaliśmy raz w tygodniu,aby kupić mąkę,drożdze,blachę i heja chleb upiekłam,bo ichniego jeść nie mogłam.Mięso wieprzowe kupiliśmy u rzexnika w litewskim sklepie i chodż kapustka kupiona w tesco była jakaś taka mała to gołąbki były pyszne z moim świeżo upieczonym polskim chlebkiem.Palce lizać!!!.Inna rzecz to ziemniaki,choć dobrze gotuje to tych czerwonych ziemniaków,bo takie tylko udało nam się kupić ugotowac nie umiałam,zawsze zrobiła mi się zupa,czyli takie lepkie,ciągnące się pure,az ugotowałm je w mundurkach i to tylko przez chwilę ok 8-10 minut,a później ja wyłączyłam i zostawiłam w wodzie na 10 min i tak doszły i w końcu można było zrobić sałatkę warzywną, była wyśmienita.Po miesiącu wyjechałąm. Wróciłam tam dopiero w maju 2007 roku.ale mieszkałam już w Ballyfermot,ale w takim domku,który był wybudowany chyba z pól wieku wczesniej i tu dopiero było zimno,ale sie przyzwyczaiłam,za to okolica była piękna.Irlandczycy bardzo przyjaźni, serdeczni,uczynni, i choć nie znałam wówczas angielskiego to nie czułam się wyobcowana.Mieszkałam tam przez 4 lata i zauważyłam ogromne różnice w przemianach które tam nastąpiły.Polskie sklepy rosły jak grzyby po deszczu,co prawda w Dublinie ,ale w okolicznych miejscowościach też.Irlandczycy tez widząc co raz więcej obcokrajowców wprowadzali coraz więcej artykułów.W marketach Danstors i Tesco powstawały półki z podstawowymi polskimi artykułami takie jak; chleb,ogórki,majonez,konserwy ,przyprawy,czekolada i coraz więcej ich przybywało..I choć mieszkałam w czasie kryzysu to jakoś nie czułam specjalnej dyskryminacji.Irlandczycy to bardzo tolerancyjny naród, przyjaźnie nastawiony do emigrantów,bardzo wesoły,radosny ,choć czasami powolny to i tak wolałam ich SLOW (powoli,bez pośpiechu),niż naszą ciągłą gonitwę.Ale nadszedł koniec(nieszczęśliwy wypadek w Anglii) i wyjechałam.Ale bardzo tęsknię za tą wiecznie zieloną sympatyczną wyspą.
    Pozdrawiam.
    Teresa

  48. ~xpil pisze:

    Bardzo fajny wpis – dużo rzeczy się zgadza, fajnie napisane! Ale w kilku punktach mam nieco odmienne zdanie:

    Irlandzka pogoda: rzecz gustu (o gustach się podobno nie dyskutuje). Myśmy się już dawno przyzwyczaili do lokalnej sytuacji meteorologicznej. Ma ona taki plus, że jak się już w końcu zrobi ładnie na dłużej niż trzy godziny, człowiek się z tego cieszy jak głupi ;)

    Zimne domy: tu wszystko zależy od indywidualnej sytuacji. To prawda, że jeśli chodzi o technologie budownicze oraz ogólnie pojętą staranność wykonania, Irlandczycy są sto lat za Murzynami, ale można znaleźć mieszkania otoczone sąsiadami, którzy nas „podgrzewają”, dzięki czemu nie wydamy fortuny na grzanie i drugiej na odgrzybianie. Osobna historia to hydraulika: rury są zakopane kilka – kilkanaście centymetrów pod ziemią, więc jak już przyjdą mrozy (i to takie naprawdę mocne, poniżej -3), kraj wpada w panikę.

    Dwa krany: rozwiązanie jest proste: zdemontować oryginalny kran i zastąpic go własnym. Albo kupić w TESCO trójdrożny wężyk do łączenia podwójnego kranu w pojedynczy :D

    Kontakty i wtyczki: prawda jest taka, że wtyczka irlandzka, chociaż masywna i pozornie prymitywna, to jeden z ich najlepszych wynalazków. Po pierwsze nie da się wyrwać wtyczki poprzez proste pociągnięcie za kabel, po drugie każda wtyczka ma wbudowany bezpiecznik, po trzecie konstrukcja wtycki (i kontaktu) gwarantuje, że raczkujący dzieciak nie wetknie widelca w 230V, po czwarte wreszcie bolce z „żywym” prądem są tak zaizolowane, że ich koncówki „łapią” prąd dopiero po pełnym „zanurzeniu” w otwory w gniazdku, a więc nawet jeżeli ktoś niechcący wetknie coś metalowego między nie do końca dociśniętą wtyczkę a kontakt, nic mu się nie stanie. Nie wiem też, gdzie kupowałaś przejsciówki – my używamy do dziś trzech przejsciówek kupionych w 2006 roku, jakoś nie chcą się popsuć.

    Okna otwierane na zewnątrz: to jest faktycznie zmora. Myśmy trafili na okna trochę bardziej nowoczesne, które można – po otwarciu na zewnątrz – dodatkowo obrócić na specjalnej szynie wbudowanej w ramę, dzięki czemu da się w miarę komfortowo umyć okno z zewnętrznej strony.

    Gniazdka w łazience: to ma akurat dobre uzasadnienie: wilgoć i prąd nigdy nie współgrały ze sobą za dobrze. Dlatego halogeny w łazience mają specjalne gumowe uszczelki, a gniazdko (takie „prawdziwe”, nie tylko do golarki) jest na zewnątrz tuż przy drzwiach, w razie gdyby jednak trzeba było cos podłączyć.

    Herbata z mlekiem: tu znów kwestia gustu. W moim domu rodzinnym bawarka była na porządku dziennym, ale już np. moja żonka nie jest w stanie przełknąć „tego świństwa”. Jak kto woli…

    Chleb tostowy: mi w końcu zasmakował, choć i tak wolę polski. Natomiast soda bread to jakiś poroniony pomysł. Gościa, który to wymyślił, powinni za karę karmić tym świństwem dożywotnio ;)

    Chipsy z octem: kompletna porażka, już wolę soda bread :D Znajomy swego czasu nawet bloga założył pod ten deseń: http://pendragon.blog.onet.pl/2012/04/03/frytki-z-octem/ (ale go potem skasował)

    Owoce sezonowe: najlepsze, co można znaleźć, to truskawki z Hiszpanii ewentualnie pomelo (też z Hiszpanii). A poza tym to faktycznie bida z nędzą.

    Komunikacja miejska: Apage! Nawet w stolicy żeby dojechać z punktu A do punktu B trzeba się na ogół przegryźć przez punkt C (centrum). Bo ktoś sobie wymyślił, że większość przesiadek jest w centrum i trzeba dojeżdżać „gwiaździście”. Szczęśliwcy, którzy mieszkają i pracują przy linii LUAS-a albo DART-a.

    Godziny zamykania sklepów: w Dublinie jest pod tym względem całkiem nieźle. Lokalne spożywczaki są otwarte do 19:00, a jeden nawet do 22:00. Ale kiedyś mieszkaliśmy w Donegal i tam faktycznie zamykali bardzo wcześnie. Natomiast instytucje typu Revenue czy banki – tragedia, trzeba się zwalniać z pracy, żeby cokolwiek załatwić. Wyjątkiem jest AIB w Dundrum – mają tam punkt otwarty do późna.

    Wynajem mieszkania: tu mamy wzloty i upadki. Chwilowo (od dobrych dwóch lat) notujemy upadek poniżej wszelkich granic zdrowego rozsądku. Żeby wynająć mieszkanie, trzeba się stawić na casting, z dwumiesięcznym depozytem w kieszeni, z toną papierów z banku i od pracodawcy, a najlepiej jeszcze zaklaskać uszami, zaśpiewać i opowiedzieć wierszyk. Bardzo to frustrujące jest. Nie wspominam już o cenach, bo może to dzieci będą kiedyś czytać…

Odpowiedz na „~DoteeAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>